Archiwum autora: Adrian Heród
Adrian Heród
Zapalony gracz i fan kina azjatyckiego – z wykształcenia natomiast socjolog. Pasjonat wypraw górskich i ogólnie wypraw wszelakich oraz niemiłosierna gaduła. Blog prowadzi dokładnie od 30 grudnia 2012 roku. Więcej informacji znajdziecie na stronie o nas.
Motywy związane z tytułowymi zombie są obecne zarówno w kinie, jak i grach od dobrych kilkudziesięciu lat. Dlaczego od tak dawna stale obserwujemy wzrost zainteresowania tematem nieumarłych? Powodów jest wiele. Jednym z nich może być fakt, że często łatwiej nam uwier...
Trochę spóźniona, ale w końcu jest! :) Przed Wami recenzja Life is Strange: Episode 2, drugiego odcinka składającej się z pięciu części przygodówki od twórców Remember Me, czyli studia Dontnod Entertainment. Sterujemy tutaj poczynaniami niejakiej Max Caulfield – nast...
Czołem gracze! Witamy w naszym comiesięcznym spotkaniu z nadchodzącymi premierami. Zapewne część z Was, podobnie jak ja dalej nadrabia zaległości z ostatnich kilku miesięcy. Powoli dochodzę już do wniosku, że lepiej przestać się łudzić... w końcu kiedy my w to wszyst...
Jakiś czas temu, szperając w archiwach przypadkiem odnalazłem płytę, na której znajdowały się zrobione niegdyś przeze mnie screenshoty :-) Postanowiłem więc podzielić się z Wami tym „znaleziskiem” na niniejszym blogu – przy okazji pisząc słów kilka o grze, której dot...
Był pewien piątkowy wieczór, a ja nerwowo obgryzałem paznokcie w oczekiwaniu na telefon. Myśl o nim oraz o upiornym głosie w słuchawce nie pozwalała mi spać, a w dodatku wciąż miałem w pamięci słowa: „Adrian, przecież wiesz co trzeba zrobić. Oni na to zasługują, wies...
Witam Was w drugiej edycji naszego zestawienia najlepszych wtyczek do platformy WordPress. Jeśli wcześniej nie mieliście okazji zapoznać się z naszymi poradnikami, to zapraszam do lektury pierwszej edycji naszego Top 10 oraz 7 porad, które pomogą Wam w prowadzeniu bl...
Dobiegł już końca najkrótszy miesiąc w roku, a ja powoli dochodzę do siebie po chwilach spędzonych w mieście Harran. Najciekawszy jest fakt, że w dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, iż Techland stworzył w końcu jakiś godny uwagi i polecenia tytuł. Dość już jednak o Dyin...
Pamiętam jeszcze czasy liceum, kiedy to przygotowując teksty na zajęcia z języka niemieckiego, wspomagałem się programem do tłumaczenia, czyli tzw. translatorem. Daleko mu było oczywiście do ideału, ale niejednokrotnie okazywał się zbawienny – zwłaszcza, gdy zbliżał...