Czy to koniec magii Christophera Nolana? – Recenzja Odysei (2026)
Od kilkunastu lat jestem fanem filmów Christophera Nolana, o czym wspominałem już wielokrotnie chociażby w recenzji Interstellara, Dunkierki, Oppenheimera czy tekście o trylogia Batmana. Bez wątpienia jest jednym z niewielu reżyserów, któremu przez lata udało się zachować styl, rozmach i wysoki poziom swoich produkcji (przynajmniej w większości). Wyjątkiem był jedynie Tenet, który moim zdaniem w ogóle nie powinien powstać, ale każdemu zdarzają się przecież wypadki przy pracy. Czy takim „wypadkiem” jest również Odyseja? Nadzieje były przecież ogromne, podobnie zresztą jak fala krytyki wylewająca się po stopniowym ogłaszaniu szczegółów obsady. Co przy filmie za 250 milionów dolarów może budzić pewne obawy.
Najnowszy film Christohera Nolana już na wstępie wyróżniał szereg, wydawać by się mogło dziwnych oraz z pozoru zupełnie chybionych decyzji, które od początku budziły liczne kontrowersje. Przez lata uchodził on bowiem za reżysera odpornego na hollywoodzkie wpływy, zdającego się wyłącznie na własne decyzje. To wrażenie zmieniło się jednak za sprawą poniższych szczegółów.
- Christopher Nolan oparł scenariusz Odysei na przekładzie autorstwa Emily Wilson z 2017 roku. Niestety ta wersja eposu Homera jest uważana za jedno z najmniej poetyckich i najpłytszych tłumaczeń.
- Do roli Heleny Trojańskiej (oraz jej siostry Klitajmestry) zaangażowano czarnoskórą aktorkę Lupita Nyong’o, co jak można się domyślić nie wszystkim się spodobało. Dodam tylko, że aktorka zyskała pseudonim „Helen of Detroit”.
- W obsadzie znalazł się transpłciowy aktor Elliot Page (pamiętamy go jeszcze ze świetnych ról kobiecych, polecam też jego biografię o tytule Pageboy), który wcielił się w rolę greckiego żołnierza Sinona (kuzyn Odyseusza). Problem w tym, że kompletnie nie pasuje do takiej roli i na ekranie wygląda jak dziecko biegające wokół żołnierzy.
- Pokazane w zwiastunach fragmenty były kompletnie pozbawiony emocji. Do tego wykorzystane stroje i charakteryzacja nijak się mają do oryginałów z tamtego okresu. Może i nie jestem historykiem, ale wyglądało to po prostu słabo. A już wisienką na torcie był Jon Bernthal grający Menelaosa, który w jednej scenie wyglądał jak Robin Hood. Osobiście bardzo cenię tego aktora (szczególnie za rolę w Furii), ale to lekka przesada.
- W obsadzie pojawili się również Zendaya i Tom Holland, czyli pakiet zupełnie nijakich hollywoodzkich aktorów, dopchanych zdaje się na siłę (brakowało tylko Pedro Pascala).
- W filmie zagrał amerykański raper Travis Scott (bo czemu nie!), który wspólnie z Jamesem Blake’em i Ludwigiem Göranssonem skomponował utwór do napisów końcowych.
- Z greckiego punktu widzenia taka ekranizacja jednego z ich głównych eposów może być dość… dołująca. Tak trochę tak jakby w ekranizacji Potopu połowa aktorów była ciemnej karnacji (oby Netflix tego nie podchwycił).
Wszystko to zdaje się mieć na celu jedno – zyskać najwięcej nominacji przy najbliższych Oscarach. Inaczej naprawdę nie wiem jak to wytłumaczyć. Nolan jest przecież jednym z najbardziej znanych reżyserów i wydaje się, że mógłby znacznie lepiej dobrać obsadę, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił.
To czym bez wątpienia wyróżnia się Odyseja, to dość stonowana i minimalistyczna scenografia. Jeśli marzyliście o ujrzeniu antycznej Troi w pełnej krasie, to nic z tego. Mamy tutaj zaledwie kilka scen, które pokazują miasto i zazwyczaj akcja dzieje się w nocy. Podobnie zresztą jak inne ważne miejsca na trasie Odyseusza, ponieważ poza widokami Greckich plaż i klifów nie ma tutaj nic ciekawego. Scena zdobywania miasta wygląda po prostu tragicznie, tak jakby kilkunastu żołnierzy zebrało się żeby zdobyć jakąś osadę nad brzegiem morza. To niesamowite jak przy takim budżecie można było tak kiepsko to przedstawić. A skoro już mówimy o lokacjach, to najlepsza jest plaża na której możemy zobaczyć święte bydło boga słońca, Heliosa. Wygląda to jak jakaś mała plaża nad polskim morzem, na którą ktoś przywiózł kilka krów i wypuścił je na piasek.
Nie lepiej jest z innymi miejscami prezentowanymi na ekranie. Dla przykładu dwór królewski czy pałac Odyseusza na Itace wygląda jak jakiś opuszczony budynek z kilkoma szałasami wokoło. To może i by przeszło przy jakiejś telewizyjnej produkcji, ale nie w filmie Christophera Nolana. Natomiast jeśli chodzi o aktorów, to może poza Samanthą Morton, Jonem Bernthalem i nieco wychudzoną Charlize Theron było naprawdę słabo. Matt Damon jako Odyseusz jest zupełnie nijaki i pozbawiony emocji, tak samo reszta głównej obsady. Jednak szczyt tandety to Zendaya w roli Ateny… tego się po prostu nie da oglądać. Elliota już przemilczę, bo przynajmniej się starał, ale obsadzenie go w roli żołnierza było naprawdę świetnym pomysłem! :)
Podsumowując. Odyseja jest podobno pierwszym pełnometrażowym filmem w całości nakręconym kamerami IMAX na taśmie 70 mm. Paradoks polega na tym, że taka analogowa forma projekcji (IMAX 15/70 w formacie 1.43:1) jest dostępna tylko w 41 kinach na świecie, a żadnego z nich nie ma w Polsce. Najbliższe znajdują się w Pradze, Brukseli i Londynie, a zdecydowana większość w USA. Ja natomiast wybrałem kino w Bielsku-Białej i pierwszy seans o 10:00. Na sali było może z 20 osób, ale kto by tam przychodził rano do kina. Problem polega na tym, że abstrahując od oczywistych bolączek tego tytułu nie było tam nic, co zapadłoby w pamięć (może poza przywołaniem umarłych żołnierzy w Hadesie i sceną zdychającego psa). Wyróżnić można jedynie montaż i pracę kamery, generalnie jak na Nolana film jest dość oczywisty i prosty w odbiorze. Szkoda tylko, że główni bohaterowie są nijacy i praktycznie pozbawieni emocji, a muzyka zupełnie bez wyrazu. Stąd nasuwa się pytanie – kto znający się jakkolwiek na kinie, mógłby uznać ten film za najlepsze dzieło Christophera Nolana? A takie zdania padały w recenzjach przedpremierowych.
Niestety reżyser, którego filmy miały być ostatnią nadzieją na świetne, pierwszoligowe kino… stał się tym z czym przez lata walczył, czyli wysokobudżetową tandetą. Może nie tak tragiczną jak Megalopolis, ale wciąż kiepską w stosunku do oczekiwań i poziomu który niegdyś reprezentował. Miało być ponadczasowe widowisko, a dostaliśmy zwykłego średniaka, który równie dobrze mógłby przejść zupełnie bez echa i za kilka miesięcy pojawić się na stremingu.











Może dołączysz do dyskusji?
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy, możesz być pierwszy!